-9C


A to już jest chamówa ze strony gołębi ;D

Jest 15.30. Leże w łóżku z lapem i zbieram myśli. Dzisiaj czyli 1 stycznia cały świat ma kaca po wczorajszym nadwyrężaniu zdrowia. Podliczamy ilość “tragedii” sylwestrowych spowodowanych nieumiejętnym chlaniem połączonym z petardami i dolewamy sobie pepsi do anty-kacowej szklanki.

Też mam kaca. Impreza podzieliła się na dwa etapy – klubowy i “kanciapowy” Okazało się, ze etap spędzony w tzw. “kanciapie” klubu był najlepszym wydarzeniem tego sylwestra. Dobre, wesołe towarzycho i mnóstwo procentów.
Godzina 0:00…Ot i po wszystkim.





To był dobry wieczór, który będę pamiętał. Dziękuje wszystkim “udziałowcom” za całokształt.
Wróciłem rano i nic. Wymiękam i nie wiem jeszcze co dalej zrobić. Ze sobą i tym całym nowym rokiem.

Czas mija jego chciwy bicz wyrywa z nas co roku kolejny fragment życia. [how poetic?;]
W dupę z tym. Zrobiło się zimno, mroź ścina wszystko dookoła a ja ciesze sie bo może W KOŃCU będzie zima i coś innego do fotografowania niż ...ta zasrana szarość.

Ten wieczór kiedy najwięcej polaków nawalonych jest jak worki był by idealnym na wielką katastrofę. To tak jak przyłapać kogoś ze spodniami w dół.

Zdałem sobie sprawę, ze przecież każdy dzień może być ostatnim – kto wie czy przeżyjemy wieczór?;]
Biorąc ten fakt pod uwagę – bawmy się już teraz ;]