 |
|
|
|
|
|
| |
Od tamtej pory minęły ponad dwa lata. Tatuś wyjeżdżał i wracał do nas. Zaczęłam rehabilitacje w Ośrodku Wczesnej Interwencji. Miałam spore zaległości, ale szybko je nadrabiałam. Tam poznałam swoich pierwszych kolegów i koleżanki. Między innymi Karola, Patryka, Adasia, Oliwie:). Ale to jeszcze nic. Rozwijałam się na tyle dobrze, że mogłam iść do przedszkola!!! To było nie lada wydarzenie w naszej rodzinie. Przygotowania zaczęły się na kilka miesięcy przed datą nowego roku przedszkolnego. Z końcem wakacji nadszedł upragniony dla mnie dzień. Wystrojona i przygotowana na wielką przygodę ruszyłam z mamą i tatą do przedszkola.
Rodzice, jak to rodzice, bali się zostawiać mnie na kilka godzin samą. Przecież przez cztery lata byłam tylko pod ich opieką. Jednak panie wychowawczynie szybko rozwiały ich obawy. Pierwszego dnia nawet mnie podglądali. Przyjechali po dwóch godzinach, bo mamusia już nie mogła wytrzymać:). W tym czasie, byłam na placu zabaw zajęta zawieraniem nowych znajomości. A oni, czaili się za krzakami i myśleli, że ich nie widzę, ale niech im będzie;) Mamusia była już spokojniejsza:).
W ogóle, to przedszkole jest super. Mam świetne panie wychowawczynie i dużo nowych kolegów i koleżanek.
Bardzo lubię prace plastyczne, a najbardziej malować farbkami i lepić figurki z plasteliny. Obchodziłam tam hucznie, moje czwarte urodziny. Oczywiście był tort, świeczki, śpiewy, prezenty i dużo, dużo dobrej zabawy:) Jest teraz, tak wiele pięknych chwil w moim życiu i wiem że będzie ich jeszcze wiele:).
Mam pięć i pół roku. Jestem dzieckiem z Zespołem Downa. I co z tego.
KONIEC.
|
|
|
|