 |
|
|
|
|
|

| |
Na początku wszystko było ok. Można by powiedzieć, że ciąża przebiegała książkowo. W czwartym miesiącu ciąży, dałam mamie pierwszego kopniaka. Nie mogła ukryć swojego wzruszenia i aż się popłakała ze szczęścia. Ale już na pierwszym badaniu USG, a było to w piątym miesiącu, lekarz nie mógł zobaczyć u mnie echa żołądka. Mogło to przemawiać za niedrożnością przełyku. Ale koleś, nie chciał denerwować mamy na zapas. Powiedział, że jest za wcześnie i będzie mógł coś powiedzieć, po następnym badaniu. Na dodatek powiedział mamie, że będą ja, czyli dziewczyna:) Tatuś jak się o tym dowiedział, a był akurat w Brazylii, to tak się ze szczęścia "zahibernował";), że nie dał rady o własnych siłach wrócić na statek. Całe szczęście, że łajba była blisko baru:)
W siódmym miesiącu tatuś nareszcie wrócił do domu. Mógł zobaczyć, jaką mamusia jest grubaską, a ja, jak bardzo urosłam. Cały czas dawałam mamusi kopniaki w brzuszek i domagałam się, aby mnie już stąd wypuścili. Nie myślcie sobie, że mi się tam nudziło. Moi rodzice bardzo lubią słuchać radia, więc nie raz sobie próbowałam potańczyć. Szczególnie podobała mi się piosenka Ryśka Rynkowskiego"Dziewczyny lubią brąz". Gdy słyszałam ten numer, to wstępował we mnie szatan i skakałam po całym mamusiowym brzuszku:)))
Wiadomo jak to w życiu bywa, nie może być za długo sielanki i szczęścia.
Podczas następnego badania USG, okazało się jednak, że mój przełyk jest niedrożny. Dopóki byłam u mamusi pod serduszkiem, to było wszystko w porządku. To, czego potrzebowałam do życia dostawałam przez pępowinę. Na razie nie zagrażało mi niebezpieczeństwo. Tatko i mamusia byli załamani, że dzieje się ze mną coś niedobrego. Zaczęły się smutne chwile w ich i moim życiu, ale był to dopiero początek gehenny...
Rodzice chcąc być pewni diagnozy, udali się do najlepszego specjalisty w dziedzinie USG, pani doktor... Lepiej nie będę podawała nazwiska. Tatuś pierwszy raz zobaczył moją buźkę, ale widziałam, że był czymś zaniepokojony. Oczywiście diagnoza się potwierdziła, przełyk był niedrożny, ale nie to zaniepokoiło tatę. Mamusia zapytała jeszcze czy serduszko jest o.k. i czy nie widać zewnętrznych cech... Zespołu Downa? Pani doktor odpowiedziała, że cała reszta jest w jak najlepszym porządku. Tatko jednak już wiedział, że nie jest.
|
|
|
|