 |
|
|
|
|
|

| |
Po badaniach stwierdzono w stu procentach, że mam zarośnięty przełyk i Z.D. Zabrano mnie jeszcze do innego szpitala, na badanie serduszka. Duża część dzieci z Z.D. rodzi się również z wadą serca. I jak myślicie, miałam tą wadę? Oczywiście, że tak, w moim serduszku była wielka dziura, tzw. wspólny kanał przedsionkowo-komorowy wielkości 15 milimetrów. To trochę za dużo, jak na tak malutką i słabą istotę. W pierwszej dobie mojego życia przeszłam, swoją pierwszą operację. Rozcięto mi żołądeczek i założono gastrostomie, czyli zwykłą gumową rurkę, przez którą można było mnie karmić. Tak minęła pierwsza noc mojego życia:( Ledwie ją przeżyłam, niewiele brakowało, aby nie było mnie na tym świecie.
Z samego rana przyjechał do mnie tatko, wyglądał na bardzo zmęczonego i przygnębionego. Przywiózł mi żółtego kurczaczka, moją pierwszą maskotkę. Nie chciał, aby było mi smutno. Leżałam sama w inkubatorze, zamiast obok mojej kochanej mamusi. Wziął również dla mnie, maluteńkie skarpetki, bo zimno mi było w stopki. Tata był króciutko, musiał jechać do mamy, ona bardziej potrzebowała jego pomocy niż ja. Ale za to, przyjechał jeszcze na wieczór, głaskał mnie po rączce i płakał. Mówił do mnie mówił, mówił, mówi... Nie odchodź, bądź silna, bo wszyscy na ciebie czekają. Tych sił mi jednak brakowało, przez chore serduszko i Z.D.
Tak było przez pierwszy tydzień, tatko przyjeżdżał do mnie rano, później jechał do mamusi i wracał na szczęście wieczorem. Nie czułam się najlepiej przez pierwsze dni po zabiegu. Jednak zagrożenie życia minęło i ciągle żyłam, ku ogólnemu zaskoczeniu wszystkich lekarzy, którzy nie dawali mi szans. Pewnego razu doktor Królak powiedział, że wszystko zależy od rodziców. Jeśli będą okazywać, że mnie kochają, dawać wiele czułości i troski, bardzo pomoże mi to, wykaraskać się z kłopotów. Ja, na szczęście mam takich rodziców. Kochają mnie ponad wszystko.
Po dziesięciu dniach, tatuś odebrał mamusie ze szpitala. Ledwo zmieściła się w swoje rzeczy, ale i tak wyglądała super. Gorzej natomiast, było z jej stanem psychicznym. Nie mogła pogodzić się z faktem, że urodziłam się tak bardzo chora. Nareszcie mamusia mnie zobaczyła na żywo! Przyjechali z tatą wieczorem do szpitala. Była bardzo zdenerwowana, ale gdy spojrzała na mnie, jej serduszko zastukało mocniej i wszystko minęło! W końcu byliśmy we trójkę razem, no może za dużo powiedziane, razem. Byłam podłączona do aparatury i wężyków i nie przedstawiałam najlepszego widoku, ale zawsze to coś! Już teraz wiedziałam na sto procent, że jest dla kogo żyć. I tak sobie pomyślałam, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby nie zawieść moich kochanych rodziców:)
|
|
|
|