 |
|
|
|
|
|

| |
Na początku, było mi bardzo trudno dotrzymać słowa, ale dzięki ich pomocy, wszystko nabierało kolorów. Na pierwszy plan wysunął się mój przełyk. Postanowiono go wydłużać, aby później zespolić. Nie było to, wcale takie łatwe. Wydłużanie polegało na popychaniu sondy, którą miałam wsadzoną przez nosek, do przełyku. Sonda była niezbędna, usuwała nadmiar ślinki. Gdyby jej nie było, udusiłabym się. Tata od razu wiedział, że nic z tego nie będzie. Lekarze jednak byli przekonani, że to przyniesie oczekiwane efekty, więc kontynuowali ten proceder. Cały czas leżałam w szpitalu, nie było mowy o jakimkolwiek powrocie do domu. Z moim serduszkiem nie było najlepiej, kolejne badanie USG wykazało, że kanał powiększa się i mogę w każdym momencie, udać się na tamten świat. Mamusia stawała na głowie, aby mnie ratować. Udało się jej załatwić wyjazd do CENTRUM ZDROWI MATKI POLKI w Łodzi. Właśnie tam, mogli zoperować moje serduszko. Sprawy papierkowe troszkę się przedłużały. W końcu udało się dopiąć wszystko na ostatni guzik i mogłam jechać. Raczej lecieć, bo nie nadawałam się do transportu samochodem, więc poleciałam do Łodzi samolotem. W środku było głośno i trzęsło, ale jakoś szczęśliwie wylądowaliśmy i przewieziono mnie na oddział patologii noworodka. Tylko był jeden problem, nie było jeszcze moich rodziców, jechali samochodem i ciągle byli w drodze.
Na szczęście, na wieczór się zjawili. Mamusia od razu, wzięła mnie na rączki i tuliła do siebie z całych sił. Tatuś nas objął i tak sobie siedzieliśmy, aż zasnęłam. Na drugi dzień dostaliśmy osobny boks i mieliśmy kilka metrów tylko dla siebie.
Jeśli chodzi o moje zakwaterowanie, to nie było problemu. Natomiast gorzej przedstawiała się sytuacja z mamusią i tatusiem. Pierwszą noc przespali w samochodzie, pod szpitalem. Potem pojechali na stacje benzynową wykąpać się i zjeść śniadanie.
Drugiego dnia zwolnił się pokój, w oddalonym o kilkaset metrów szpitalnym hotelu. Tam rodzice spędzili następną noc. Można powiedzieć, że była to filia. Głowna siedziba "Hotelu Matki" mieściła się w bloku, w którym ja leżałam. Rodzice za wszelką cenę chcieli być bliżej mnie. Załatwienie tego, ze względu na brak wolnych miejsc, graniczyło z cudem. Jednak tatko nie rezygnował. Kupił czekoladę, kawkę i koniaczek. Z tym wszystkich poszedł "załatwiać";) bliższe zakwaterowanie. A że, facet ma wrodzony wdzięk i blask;), udało mu się załatwić sprawę pozytywnie z kierowniczką hotelu:). Prawdę powiedziawszy hotel, jak na panujące w nim warunki, nie był wcale taki tani. Tatuś doszedł więc do wniosku, że będzie spał w samochodzie, a tylko mamusia zostanie w hotelu. Rodzice musieli uważać na każdy grosik, gdyż nie wiedzieli jak długo tu zostaną.
|
|
|
|