Napisz do Zuzanki Dodaj stronke do ulubionych :) Poleć nas znajomym
Dzisiaj   jest 

 


  Historia-spis treści

CZMP






Zaczęły się badania przedoperacyjne i oczekiwanie na sam zabieg. Moi kochani rodzice bardzo się tego bali. Ja, natomiast nie zdawałam sobie sprawy z tego, co mnie czeka. Minęły dwa tygodnie. W międzyczasie mamusia pojechała do domciu, zobaczyć się ciocią Violetką, która właśnie do nas przyjechała. Oj ta moja mamusia. O mało nie załatwiła tatusia na amen. W drodze do Gdańska, jak to ma w zwyczaju, wyciskała siódme poty z naszego Golfika. Jakiś pirat drogowy ściął jej zakręt. Mamusia tak się przestraszyła, że straciła panowanie nad samochodem. Skończyło się to lądowaniem w przydrożnym rowie. Na szczęście nic się jej nie stało, a i samochód niewiele ucierpiał. Mamunia wróciła cała i zdrowa do nas, za dwa dni. W międzyczasie przygotowywano mnie do zabiegu. Tatko dwoił się i troił, aby dobrze się mną opiekować pod nieobecność mamusi. I powiem wam, że szło mu bardzo dobrze. Pojawił się tylko jeden problem. Po powrocie mamuni, tatko rozchorował się i musiał pojechać do domu się wykurować. I jak to w życiu bywa, gdy tylko odjechał, podjęto decyzję o przeprowadzeniu zabiegu.
Operacja udała się wspaniale! Trwała całe dziewięć godzin. Gdy rodzice zobaczyli mnie na sali pozabiegowej, to mało nie zemdleli. Z mojego, maleńkiego ciałka, wychodziło tak wiele wężyków i drenów, że trudno było je wszystkie policzyć. Nie przedstawiałam najlepszego widoku, ale co tam. Najważniejsze było to, że miałam naprawione serduszko. Docent Moll spisał się na medal. I kto by pomyślał? Do łatania "dziur" w sercu używany jest "Goretex". Tatko, gdy się o tym dowiedział był mocno zdumiony, ponieważ w kurtce z tego materiału, jeździł na motocyklu.
Po dwóch dniach wróciłam na oddział. Po następnych trzech, wyciągnięto mi wszystkie dreny i już mogłam w miarę swobodnie się poruszać. Tzn. rodzice mogli, bo ja byłam jeszcze bardzo, ale to bardzo słaba. Jednak w miarę upływu czasu, zaczęłam przybierać na wadze i ogólny stan zdrowia, znacznie się poprawił. Trwało to prawie miesiąc i mogłam wracać do Gdańska. Niestety, nie do domciu, a do szpitala, ze względu na mój nieszczęsny przełyczek.




Wracałam do Gdańska z mamusią, karetką. Całą drogę przespałam i nawet nie widziałam, co się dzieje na świecie. Tatko natomiast jechał naszym samochodzikiem. Jakiś czas był tuż za nami, ale było to trochę niebezpieczne, tak jechać cały czas za karetką na sygnale, więc po kilkudziesięciu kilometrach dał sobie spokój;).
Po pięciu godzinach byłam znowu w gdańskim szpitalu, a czułam się prawie jakbym była w domu;) Moi kochani rodzice mogli w końcu przespać się w domciu. Następnego dnia przyjechali z samego rana, bo dręczyła ich myśl, że jestem sama. Oni są naprawdę nieźli, mówię wam. Zwariowali na moim punkcie, czy co;)?