 |
|
|
|
|
|

| |
Leżałam w szpitalu, a tygodnie mijały jeden po drugim. Wydłużano mi przełyk. Raczej próbowano go wydłużyć przy pomocy sondy, którą cały czas musiałam mieć w przełyku. Niestety, nie dawało to żadnego efektu. Nadchodziły święta Bożego Narodzenia i moi rodzice robili wszystko, abyśmy mogli spędzić je razem w domciu. Po wielu staraniach dopięli swego :). Babci Geni nie było w domu, kiedy przyjechaliśmy, więc kroiła się niezła niespodzianka:). Gdy weszła do domu i usłyszała mój głos, babunia, aż się rozpłakała ze szczęścia. Ja również się rozpłakałam, ale z innego powodu, miałam pełnego pampersa;). W końcu byłam w moim przytulnym pokoiku. Pierwszy raz po narodzeniu. Szkoda, że aż tak późno, no ale lepiej późno niż wcale :). Nooooooo i się zaczęło !!! wizyty, odwiedziny, prezenty i inne sprawy:)))) Nie da się ukryć, robiłam za gwiazdę przez duże "G" :))))
Przyszedł jednak czas, że tatko musiał pojechać do pracy, w domu był całe osiem miesięcy i kończyły się nam pieniążki.
Jakże było mu ciężko nas zostawiać:(. Pora wyjazdu jest trudnym okresem dla marynarza. Przychodzi dzień, kiedy wszystko musi zostawić i jechać gdzieś, daleko w świat. Jednak, ten wyjazd był najgorszy z dotychczasowych. Nie byłam jeszcze w pełni zdrowa i ciągle wymagałam szczególnej opieki. Tatuś zdawał sobie sprawę, że mamusi będzie ciężko samej z takim nawałem obowiązków. Poza tym, już wiedział, że będzie bardzo za nami tęsknił. Na lotnisku, wyściskał mnie na pożegnanie i wycałował jakby wszystkie te czułości chciał wziąć na zapas:).
Z mamusią było w podobny sposób tylko, że... Dłużej;). Później wsiadł do samolotu i tyle go było widać. W ten oto sposób, pierwszy raz po moim urodzeniu, nie było z nami tatusia:(.
Minęło kilka dni, a ja poczułam się gorzej. My, dzieciaki z Zespołem Downa mamy jedną słabość. Jesteśmy bardzo chorowite. Wystarczy, że nadejdzie jesień i zrobi się chłodniej, od razu łapiemy jakieś choróbska. Nagminnie chorowałam na zapalenie oskrzeli. Niestety każda choroba kończyła się w szpitalu. Tak było i tym razem. Tylko, że zapalenie oskrzeli przerodziło się w zapalenie płuc. Mamusia cały dzień była ze mną, aż do wieczora. Wieczorem, gdy już zasnęłam , jechała na kilka godzin do domu i wracała do mnie raniutko. Musiała przecież troszkę odpocząć i odświeżyć się po całym dniu spędzonym w szpitalu. Pewnego dnia, mój stan zdrowia bardzo się pogorszył. Antybiotyki nie pomagały, badania nic wykazywały. Lekarze rozkładali ręce nie wiedząc, co mi jest. Słabłam z każdą chwilą i coraz trudniej oddychałam. Było już ze mną bardzo, bardzo źle. Umierałam:(.
|
|
|
|