 |
|
|
|
|
|

| |
Wszyscy byli zrozpaczeni. Moja kochana mamusia, siedziała przy mnie ze łzami w oczach. Była bezradna. W końcu nie wytrzymała!!! Pobiegła do ordynatora i zrobiła taką awanturę, że było słychać ja w całym szpitalu. Nikogo nie oszczędziła, zaczynając od niego, a kończąc na pielęgniarkach. Powiedziała, że musi być jakiś sposób, aby się dowiedzieć, co mi jest. Wręcz sterroryzowała personel lekarski. Ale się opłaciło. Zrobiono jeszcze raz badania. Miedzy innymi zdjęcia RTG z kontrastem. I co się okazało?
W moim, niedrożnym przełyczku zrobiła się przetoka i cała ślina wlewała się do płuc!!! Lekarze byli tak zaskoczeni, że sami nie wiedzieli co powiedzieć. Potrzebna była natychmiastowa operacja. Lecz przy moim stanie zdrowia, było to niebezpieczne. Jednak trzeba było ryzykować.
Kolejny trafiłam raz na sale operacyjną. Operacja trwała cztery godziny i zakończyła się powodzeniem. Zlikwidowano przetokę, a na moim malutkim ciałku przybyła kolejna blizna:(. Długi czas dochodziłam do siebie, po tym zabiegu. W tym, że wszystko się udało, na pewno pomogło moje "naprawione" serduszko i determinacja mamusi. W innym przypadku mogłoby się to skończyć o wiele gorzej.
Do dzisiaj rodzice zadają sobie pytanie, jak do tego mogło dojść? Lekarze tłumaczyli, że mogła zrobić się odleżyna od sondy, którą miałam w przełyczku. W następstwie, czego powstała przetoka. Moi rodzice mają do tej pory, całkiem inną teorię na ten temat, ale zostańmy przy racji lekarzy:|
Mamusia o niczym nie informowała taty, który był na statku. Nie chciała, aby i on się denerwował. Dopiero, po zabiegu napisała do niego emaila opisując, co się ze mną działo. Tatusiowi, gdy o tym wszystkim przeczytał, to aż się nogi ugięły. Był bardzo zmartwiony. Nie mógł sobie darować, że nie był z nami, w tych trudnych chwilach. Pocieszał się tylko tym, że mój stan zdrowia już się poprawił.
Mijały miesiące. Latem, tatko wrócił w końcu do domu. Był wcześnie rano, wtedy jeszcze sobie jeszcze smacznie spałam i położył się obok mnie. Kiedy otworzyłam oczka, byłam bardzo zaskoczona. Do tego stopnia, że zamiast ukochać tatusia, to rozglądałam się za mamą:). Ale tatuś wziął mnie na ręce, przytulił mocno i ukochał. Byłam w siódmym niebie:).
Rodzinka w komplecie, to jest to! :) Gdy tata wraca do domu to, życie nabiera innych barw. Nawet mamusia to przyznaje:) Wyjeżdżaliśmy na wieś. Pierwszy raz widziałam, króliczki, kurki, kotki i inne zwierzątka. Chodziliśmy na spacery i plaże. Morze do dzisiaj robi na mnie wielkie wrażenie. Normalnie, sielanka:).
Przeżyłam ceremonie chrztu, a raczej ją przespałam. Po wejściu do kościoła, zaraz zapadłam w błogi sen w ramionach tatusia;). Owszem, byłam już ochrzczona. To był tzw."chrzest z wody", ale moi kochani rodzice chcieli, aby wszystko było tak, jak się należy. Kościół, rodzice chrzestni i rodzina :).
|
|
|
|